Wolna miłość.

Stało się. Kilka marszy kolorowych i lata petycji. Indie zalegalizowały homoseksualizm. Najwyższy Sąd w Delhi zniósł dzisiaj osławioną Sekcję 377, czyli pamiętający jeszcze czasy British Raj (pochądzący z 1861 roku) zapis który penalizuje wszelkie “akty przeciwko naturze”, w szczególności seks homoseksualny, pozwalając wymierzyć za nie kary finansowe a nawet do 10 lat więzienia. Dziś sąd najwyższy stwierdził, że przepis ten jest naruszeniem podstawowych praw człowieka.

Indie się zmieniają…

Pakistan.

Od jakiegoś czasu sie tak zastanawiam, jakby tu skomentować sytuację w Pakistanie ostatnio. Nie ma sensu się rozwodzić nad tym co się tam dzieje, bo inni robią to lepiej a mnie na miejscu nie ma by dodać coś od siebie.

Wiec może tylko mała scenka rodzajowa, jak to wygląda z perspektywy firmy konsultingowej w Bangalore:

Kilka dni temu, trzy biurka dalej, jeden z managerów:

- “Fuuuuuck!”

- Co się stało?

- K****, dostałem wizę do Pakistanu.  Mieli mi nie przyznać!

Tak. Mamy klientów w Pakistanie, Bangladeszu i na Sri Lance. Ktoś chętny na projekt za granicą?

Patriotyzm.

To stara jak świat prawda, że wyjeżdżając uczymy się nie tylko o kraju który odwiedzamy, ale także o kraju, któryśmy opuścili. (Litwo, Ojczyzno moja… ten tylko się dowie…) Sporo z tej perspektywy widać, zmienia się też osąd wielu rzeczy.

Czytaj dalej

Luksus.

Życie w Indiach bardzo dosadnie pokazuje, że luksus jest funkcją popytu i podaży, a nie immanentną cechą czegokolwiek. Wczoraj byłem w sklepie mięsnym, gdzie była ogromna sekcja z importowanymi produktami. I tak np. salami kosztowało 500Rs, szynka 450Rs a mielonka…400Rs. Ale największy szok przeżyłem przy końcu półki, gdzie obok siebie był wystawiony malutki słoiczek kawioru i jeszcze mniejszy niemiecki pasztecik. Kawior kosztował 525Rs, a pasztet…600Rs.

A to nie koniec. Pisałem już o Suzuki Maruti z szoferem, co wcale nie jest rzadkie. Nie ma się co dziwić – szofer jest tani, dobry samochód – drogi. Podobnie w kuchni – toster kosztuje cię więcej niż miesięczna pensja pani, która będzie codziennie przychodzić gotować, zaś odkurzacz jest ekwiwalentem mniej więcej półrocznej pensji pani sprzątającej.

Najlepsze podsumowanie Indyjskiego rozumienia wartości to rozmowa, którą miałem z moim kolegą z pracy. Pewnego razu przypadkowo zeszło na sprzęd muzyczny i on powiedział, że ma znajomego audiofila, który potrafi wydać kilkadziesiąt tysięcy rupee na hi-endowy sprzęt Denona. Odpowiedziałem, że od Denona to się zaczyna, a prawdziwie audiofilskie rzeczy są robione ręcznie w małych manufakturach i sprzedawane za kilkadziesiąt tysięcy, ale Euro.

Popatrzyl na mnie z niedowierzaniem i spytał “Skoro są robione ręcznie, to czemu do diaska są takie drogie???”.

FAQ. Part 1

Zaczynamy nowy cykl (choć żadnego dotąd nie kontynuowaliśmy tak naprawdę).

FAQ – czyli co wypisujecie w Google że do nas trafiacie, i jaka jest na nie prawdziwa odpowiedź.

Runda pierwsza:

“Poznam Hindusa”.
Przyjeżdżać, mogę przedstawić. Wcześniej polecam ufarbować się na blond (jeśli nie jest naturalny). Pomaga.

“Okocim Palone India”
Kłamstwo.

“Hindusi w korporacjach”.
Oj, dużo ich jest. Amerykanie pewnie żartują o Hindusach i swojej pracy jak Niemcy o samochodach i Polsce. “Przyjedź do Indii, Twoja posada jest u nas od dawna”.

“Tata samochód”
Myślę, że choć Google to wspaniałe narzędzie, żeby pożyczyć auto od rodziców wciąż najlepiej z nimi porozmawiać.

“Teściowie Baracka Obamy”
No toście mi przyłożyli.

“Marihuana w Indiach gdzie można kupić”
Jak się postarasz to wszędzie pewnie, ale w częściach Himalajów to to to przy drodze se rośnie – widziałem. Tylko ususzyć. A na Goa to mi koledzy opowiadali, że nawet policja dealuje. Legalnie – jako się rzekło – w Jaisalmerze. I z tego co słyszałem – w Varanasi.

“Gurgaon+atrakcje”
Ano pełno! Jazda terenowa rikszą, uliczne safari, spływ deszczówką, walki z wiatraczkami. A poważnie – zapomnij. Malle, malle, malle.

Obama a Indie

Ok, zapoczątkowałem ten wątek poprzednim wpisem, to skoro stało się to faktem, warto rzecz pociągnąć.

Co zwycięztwo Baracka Obamy oznacza dla Indii? Kilka komentarzy z dzisiejszej Mięty

“Tak jak USA ma swoje problemy rasowe, tak India ma je z kastami, i ludzie tu już zaczynają mówić o premierze Dalicie (nietykalnym) jako swojego rodzaju ekwiwalencie prezydenta afroamerykanina. Takie porównanie pomija jednak jedną istotną róznicę – Barack Obama został prezydentem, ponieważ zaprezentował siebie jako kandydata do zaakceptowania przez wszystkich (czyżby amerykański Kwaśniewski??) a nie dlatego, że zagrał swoją “kartą rasy”. W indiach wciąż jeśli kandydat ma do wygrania kwestię kasty, z której pochodzi, na pewno to zrobi. (…) Indie nazywają siebie najwiekszą demokracją świata, ale by nazwać siebie “wielką” nie w znaczeniu liczb a osiągów, muszą się nauczyć wybierać swoich liderów nie za to, jak wyglądaja i z jakiej kasty pochodzą, ale za to jakie są ich poglądy i wartości”. (editorial, tłumaczenie własne “na kolanie”)

I kolejny…

“Większość hindusów luczyła na zwycięztwo Obamy po ośmiu latach rzadów Republikanów (…) ale gdzieś w cieniu ogólnego podniecenia, jest nutka wątpliwości. W czasie swojej długiej kampanii Obama kilkakrotnie powtarzał, że będzie zniechęcał amerykańskie korporacje do przenoszenia miejsc pracy za granicę, odbierając im przywileje podatkowe, co uderzy w Indyjski przemysł outsourcingowy, który 60% swoich przychodów czerpie właśnie z Ameryki.” (Neraj Sheth; tłumaczenie dowolne)

Komentatorzy podkreślają jednak, że po pierwsze – Obama, kiedy zacznie sprawować urząd, będzie musiał sobie zdać sprawę, że światowa gospodarka to system naczyń połaczonych i proteksjonizm w jakiejkolwiek formie obróci się na niekorzyść wszystkich. A po drugie – że w tej chwili najważniejsze jest, by Stany odzyskały zdrowie – Indyjskie firmy zależą od stanu ich gospodarki w znacznie większym stopniu, niż od aktualnej polityki prezydenta. Jakakolwiek by ona nie była.

Jedno jest pewne – sądząc po reakcji znajomych i tego co pokazuja w TV, Obama juz jest prezydentem wszystkich mniejszości. Na całym swiecie. A teraz musi się wziąć solidnie do roboty, by zdobyć też serca rynkowych analityków. Ma sie gdzie popisać. Wielkie prezydentury w USA ponoć zawsze zaczynały sie w Ciężkich Czasach…

Obama is bad for India?

Wlasnie jestem w trakcie politycznej rozmowy. Obama vs. McCain to “big thing” dla Indii i wszystkich dookoła. Wnioski? – prawie wszyscy praktykanci są za Obamą. Trzech murzynów (z Zimbabwe i z Francji) z którymi mieszkam, urządza nawet wieczorem “Support Obama Party” – oglądanie transmisji w koszulkach. Nie muszę tłumaczyć czemu.

Ale mój szef z kolei jest za McCainem – bo Obama ponoć jest przeciw outsourcingowi i za wzrostem podatków w USA dla korporacji, co oznacza cios w podstawy Indyjskiego rozwoju.

Ja natomiast mam cichą nadzieję, że nie muszę się przejmować wynikiem.