Debiutancka książka dziennikarki „Rzeczpospolitej” szturmem zdobyła polskie księgarnie. Recenzenci są niemal zgodni: Lalki w ogniu napisane są fantastycznie, a Paulina Wilk władzę nad językiem ma niemal absolutną, co zdarza się rzadko w czasach internetowej neurozy, każącej autorom wypluwać krótkie, chaotycznie zdążające do celu zdania.
Wilk lubuje się w słownej ornamentyce i karkołomnych czasem porównaniach, ale nie pozwala, by zaszkodziło to precyzji jej wypowiedzi. Jej opisy Indii są plastyczne, choć niewskazane byłoby mówić, że ładne: autorka więcej niż o kolorach Indii pisze o ich rynsztokach, ale za to tak, że można je niemal poczuć. Czytaj dalej →
Para młodych ludzi na pikniku. Leżą razem na kocu, wokół nich walają się opakowania po fast foodzie. Oboje w dżinsach. Ona opiera głowę o jego brzuch, on ją
obejmuje ramieniem. Nic niezwykłego.
Pozornie, ponieważ to Indie. Na podstawie tego jednego zdjęcia można bardzo wiele
powiedzieć o tej parze. W Indiach publiczne okazywanie sobie uczuć formalnie
jest zakazane. Za pocałunek na ulicy można dostać mandat To w mieście. Na wsi –
zwłaszcza jeśli się naruszy kastowe tabu – może się skończyć o wiele gorzej. Dlatego
nawet bez podpisu (New Delhi, 2004), wiadomo, że zdjęcie wykonano w którejś z
największych metropolii tego kraju. Wiadomo też, że owi młodzi są wykształceni,
względnie bogaci i pochodzą z raczej liberalnych domów.
To właśnie o nich ( i przez nich) zrobiona jest ta wystawa. To oni – zaledwie około
20 proc. mieszkańców Indii, ale zarazem aż trzysta milionów ludzi – czy tego chcemy
czy nie – w dużej mierze decydują, gdzie zmierza teraz ludzkość. Dlatego warto ich
zrozumieć.
Różnice kulturowe między Indiami a Europą nigdzie nie są tak widoczne, jak na drogach. Jako dość doświadczony w warunkach bojowych kierowca, porwałem się swego czasu na opracowanie krótkiego kursu poruszania się w Indyjskim chaosie drogowym. Ostatnio natknąłem się na wideo, które przypomniało mi o tamtym wpisie powstałym – jak się okazało – w wersji anglojęzycznej. Postanowiłem więc go dla Pańśtwa przetłumaczyć.
W tym pozornym szaleństwie jest bowiem ukryta pewna metoda a zasady ruchu drogowego są o wiele prostsze niż gdziekolwiek indzie. Wystarczy zapomnieć o wszystkich wyuczonych regułach, maksymalnie się skupić i zaufać intuicji.
Panie i Panowie. Zapnijcie pasy (jeśli je macie). Ruszamy w drogę!
PS. Poniższe akrobacje były wykonywane przez szaleńca. Nie próbujcie tego w domu!
(Ten tekst to moja pierwsza analiza napisana dla największego polskiego think tanku poświęconego Azji: Centrum Studiów Polska – Azja. Mam nadzieję, że to początek długiej i owocnej wspópracy.)
Przez blisko trzy lata pracy w Indyjskiej firmie konsultingowej o niczym innym nie słyszałem częściej i z większą nadzieją w głosie. Hasło „FDI in retail”powtarzało się niczym mantra. Czy to już, w tym roku? Czy za rok? A może wcale?
Akt zezwalający na bezpośrednie inwestycje zagranicznych sieci handlowych jest być może najważniejszym, a już na pewno – najbardziej oczekiwanym – akcentem w długoletnim procesie uwalniania rynku w Indiach. Pod koniec listopada rząd ogłosił, że reforma otrzymała wreszcie zielone światło. Dla sieci handlowych – z WallMartem, Tesco, Metro AG i Carrefourem na czele była to prawdopodobnie najbardziej radosna wiadomość ostatnich lat. Radość, niestety, trwała krótko. Indyjski Kongres Narodowy, przewodzący rządzej koalicji United Progressive Alliance, ugiął się pod wpływem protestówi wycofał z wcześniejszych deklaracji.
Ostatnia “czarna” Rita Baum też gościła mnie na swoich łamach, mądrzącego się tym razem o niezależnej muzyce z Indii (po części efekt mojego i innych mądrzenia się o muzyce Global Bass na blogu Imported Go(o)ds ) Oto jak to wyglądało:
Właśnie wróciłem z Warszawy ze swoim egzemplarzem. Fajne uczucie, poczuć w rękach fizyczny efekt swojej trzymiesięcznej niemal pracy (choć głównie po godzinach).
A najfajniejsze jest to, że wy też możecie pobrać swoją darmową kopię PDF stąd. Na razie tylko po angielsku, ale wersja Polska już wkrótce. Mam nadzieję, że nie porobiliśmy zbyt wielu kompromitujących błędów…
Super doświadczenie, bardzo pouczające i bardzo obiecujący początek współpracy z Think Tank Magazine. Zobaczymy, co dalej z niej wyniknie…
Czekamy na opinie! Nadzieję, że nie zrobił (m) wszelkie szkody błędów w tymjeden!
Grupa wieśniaków mieszkających całkiem niedaleko ode mnie, w Haryanie, od 1982 roky próbowała doprosić się na kolei, żeby na przejeżdżającej przez ich miasto linii kolejowej postawiono stację. Bezskutecznie. W końcu zdesperowani chłopi wzięli sprawy w swoje ręce i zapytali, czy jeśli sami sobie stację postawią, to czy kolej łaskawie zgodzi się, by kilka pociągów się na niej zatrzymywało. “Nie ma problemu” – usłyszeli.
W ciągu dwóch lat zrobili więc zrzutkę i postawili sobie prostą stację, na której teraz zatrzymuje się 7 pociągów w obie strony – głównie łącząc wioskę z Gurgaonem i Delhi. Mają też własnego dróżnika i kasę biletową, a teraz myślą o unowocześnieniach i rozbudowie – np. postawieniu wiaty chroniącej przed deszczem i skrwarem.
A tak na marginesie – wielki postęp dokonał się w Gurgaonie. Auto rikshe są dostępne! Do niedawna były jedynie zwykłe riksze (rowerowe) oraz duże auto riksze (kursujące na stałych trasach). No i taksówki. Jeszcze metro otworzą i normalnie da się żyć!
Po dłuuuuższej przerwie powracamy do naszego cyklu pt. “Zjadamy reklamy w Indiach”. A dokladniej – dziś jemy banany.
Otóż jak wiadomo, w Polskiej puszczy króluje, a raczej występuje, Żubr. W przepastnych indyjskich puszczach i otchłaniach tutejszych telewizji, w roli Żubra występuje Słoń, maskotka banku IDBI.
Dziś w przerwie na lunch spostrzegłem to:
Co przypomniało mi reklamę, nad którą oboje z Natalią rozczulaliśmy się jeszcze rok temu, w naszym malutkim pokoiku w u59.
Jest jeszcze trzecia, którą póki co widziałem jedynie w internecie.
Urocze, nieprawdaż? I jesli chodzi o budowanie emocjonalnej więzi z marką… majstersztyk!
Dawno nie pisalem, a to dlatego, ze zycie teraz jest busy. Ale dzis jest wyjatkowy dzien. Dokladnie rok temuwydarzylo sie, co sie wydarzylo…
Jak sie okazalo, zamach w Mumbaju byl ostatnim ( z serii jedenastu w przeciagu kilku miesiecy) powaznym zamachem terrorystycznym jaki wydarzyl sie w Indiach. Dzis ochroniarze znow sa zrelaksowani, a rzad zajmuje sie innymi sprawami – przede wszystkim wojna z Maoistami, ktorych okresla “pojedynczym najwiekszym zagrozeniem dla Indii”. Czy napewno? Czy nie jest to czasem troche proba odwrocenia uwagi od innych rzeczy? O tym bedzie osobny post. Moze w weekend – obiecuje go sobie od dawna…
Co zatem zrobiono, ze zyje sie nam w Indiach jakby bezpieczniej? Odpowiedz brzmi – niewiele. Mianowany po zamachach minister spraw wewnetrznych – Chidambaram - troche ujal za gardlo i wstrzasnal swoim resortem, tak ze dziala on sprawniej. Ale rewolucji nie bylo – ani taktycznie, ani technologicznie. Dyplomatycznie tez trudno mowic o jakims wielkim sukcesie – w koncu w sumie z Pakistanem niewiele osiagnieto.
Na dobra sprawe, chyba najwiekszym sprzymierzencem w walce z terroryzmem jest… wewnetrzny chaos w Pakistanie. Krotko mowiac – terroryscie nie maja teraz czasu zeby sie zajac Indiami…
A tymczasem – polecam lekture na temat tego, jak sie zyje w Mumbaju dzis, rok po zamachach. Ciekawe. A w ogole, to wesolego Swieta Dziekczynienia. Tak – tutaj obchodzi sie swieta globalnie
Jednego nie mogę Indiom odmówić. Nie przestają mnie zaskakiwać.
Dziś w kafeterii w porze lunchu było zaskakująco pusto, zresztą – podobnie jak w całym biurze. Do lunchu zasiadłem przy stole, przy którym oprócz mnie i naszych praktykantów, były tylko młode kobiety. Ale tak naprawdę uświadomiłem to sobie dopiero później, kiedy jedna z nich wspomniała, że dziś jest Karva Chauth. Hinduskie święto zamężnych kobiet.