Tak krótko. Nowa (i stara, acz nieznana) muzyka z Indii w ramach promocji nowej Rity Baum w której mój tekst o tym samym.
Pokolenie przemiany
Jeśli jesteście lub będziecie w Warszawie, nie przegapcie tej wystawy. Po raz pierwszy w Polsce tak obszerny przegląd współczesnej sztuki Indyjskiej. Na dobrą sprawę, równie obszernego nie widziałem nawet…. w Indiach. Za jakiś czas o tym więcej, a tymczasem, na zachętę (lub ku pociesze dla tych co nie mogą) zapraszam do obejrzenia dwóch prac z tej wystawy, które dostępne są też na youtube
Szalony i prześmiewczy (?) teledysk Devendry Banharta, który w kontekście tej wystawy pokazuje jak pobieżny i karykaturalny jest wciąż image Indii na zachodzie.
Jak to napisał autor tej analizy w Guardianie, “nie wiemy jakie filmy z Bollywood ich inspirowały, ale napewno nie żadne z ostatnich 40 lat”.
Druga praca to nagrodzona w Cannes (a także w Krakowie) wzruszająca animacja Gitanjali Rao “Printed Rainbow”. Ona nie potrzebuje komentarza.
A na koniec polecam świetne komiksy o Kaszmirze Malika Sajada, które możecie poczytać tutaj
Tutaj moja recenzja z wystawy która ukazała się w Odrze 1/2012
Wystawa do obejrzenia w Zachęcie w Warszawie do 6 listopada.
ReNamaste
Po okresie przesiadki na bloga angielskiego a następnie całkowitego zarzucenia tematu, My India Experience powraca.
Jest po temu kilka powodów, które ujawniać będą się same z czasem. Powróciłem już z Indii, więc nie będzie tu wpisów o tym, jak (nie)fajnie jest tam żyć. Ale Indiami się teraz zajmuję – więc będzie nieco więcej teorii. Bardziej rzeczowo i bardziej z dystansu. Ale wciąż z pierwszej ręki. Zapraszam!
7 sióstr
No i moje najwieksze pordóżnicze marzenie w Indiach się spełnia. Już jutro ruszam ku Północnemu-Wschodowi, prawdopodobnie najpieknieszemu regionowi Indii.
Będziemy go explorować przez dwa tygodnie na motorach – zapraszam do śledzenia relacji.
Kobra, dziwki i sprawa honoru
Kobra w łazience sportowca, najazd prostytutek, walizka pełna materiałów wybuchowych, zawalony most i inne “drobne niedociagnięcia”. A w tle narodowa duma, “różnice kulturowe”, rywalizacja Indie-Chiny i postkolonialne resentymenty. O co tak naprawde chodzi w Igrzyskach Wspólnoty Narodów w Delhi?
Manhattan z przypadku
Bądźcie przygotowani na coś, co może przypominać USA z lat dwudziestych – napisał w mailu Aditya Singhal przed naszym przyjazdem do miasta, które w ciągu ostatnich dwudziestu lat przekształciło się z wioski na obrzeżach Delhi w jedno z najważniejszych centrów biznesu w Azji

Kolej – zrób to sam.
Urzekła mnie ta historia.
Grupa wieśniaków mieszkających całkiem niedaleko ode mnie, w Haryanie, od 1982 roky próbowała doprosić się na kolei, żeby na przejeżdżającej przez ich miasto linii kolejowej postawiono stację. Bezskutecznie. W końcu zdesperowani chłopi wzięli sprawy w swoje ręce i zapytali, czy jeśli sami sobie stację postawią, to czy kolej łaskawie zgodzi się, by kilka pociągów się na niej zatrzymywało. “Nie ma problemu” – usłyszeli.
W ciągu dwóch lat zrobili więc zrzutkę i postawili sobie prostą stację, na której teraz zatrzymuje się 7 pociągów w obie strony – głównie łącząc wioskę z Gurgaonem i Delhi. Mają też własnego dróżnika i kasę biletową, a teraz myślą o unowocześnieniach i rozbudowie – np. postawieniu wiaty chroniącej przed deszczem i skrwarem.
Wzruszające! Cała historia dostępna tutaj.
–
A tak na marginesie – wielki postęp dokonał się w Gurgaonie. Auto rikshe są dostępne!
Do niedawna były jedynie zwykłe riksze (rowerowe) oraz duże auto riksze (kursujące na stałych trasach). No i taksówki. Jeszcze metro otworzą i normalnie da się żyć!
Relacja z wyprawy do Leh.

Swego czasu wstrzymałem się z publikowaniem relacji z wyprawy motorowej do Leh i Kaszmiru na blogu. Teraz wszyscy złaknieni szczegółów mogą poczytać w wersji drukowanej. Właśnie ukazał się blisko 10 stronicowy materiał z moimi zdjęciami w magazynie “Motocykl”. Na razie w kioskach, wkrótce pewnie także online. Enjoy!
Zjadamy reklamy w Indiach part 3: Słoń nigdy się nie nudzi.
Po dłuuuuższej przerwie powracamy do naszego cyklu pt. “Zjadamy reklamy w Indiach”. A dokladniej – dziś jemy banany.
Otóż jak wiadomo, w Polskiej puszczy króluje, a raczej występuje, Żubr. W przepastnych indyjskich puszczach i otchłaniach tutejszych telewizji, w roli Żubra występuje Słoń, maskotka banku IDBI.
Dziś w przerwie na lunch spostrzegłem to:
Co przypomniało mi reklamę, nad którą oboje z Natalią rozczulaliśmy się jeszcze rok temu, w naszym malutkim pokoiku w u59.
Jest jeszcze trzecia, którą póki co widziałem jedynie w internecie.
Urocze, nieprawdaż? I jesli chodzi o budowanie emocjonalnej więzi z marką… majstersztyk!

Smierc Made in India.
(wybaczcie brak polskich znakow)
W przeciwienstwie do “Made in China”, marka Indii kojarzy sie nieco lepiej. Prawdopodobnie pierwsze skojarzenia z produktami z Indii, to nie “tani masowy szmelc” a “etniczne, jakosciowe produkty”. Oczywiscie – do postrzegania “Made in India” na samochodzie jako znaku jakosci jeszcze daleka droga (choc Tata wprowadzajac rewolucyjne Nano, kupujac Jaguara i Pininfarine, zrobila duzy krok w tym kierunku), ale jak sie okazuje, uzywanie znaku “Made In India” juz teraz moze byc BARDZO kosztowne.
Szesciu chinskich handlowcow zostalo skazanych na smierc za eksport do Nigerii falszywych lekow na malarie opatrzonych znakiem “Made In India”. Falszywych, czyli pewnie zabojczych, i pewnie dlatego wyrok smierci spotkal sie w Nigerii i Indiach z przychylnym przyjeciem… W Nigerii – bo “teraz trudniej bedzie szmuglowac narkotyki w obliczu ryzyka kary smierci”, a w Indiach… bo “w wyniku naduzyc chinskich eksporterow ucierpial wizerunek Indyjskiego przemysl farmaceutycznego”.
Dura lex, sed lex?
A tak na marginesie – oto jak Tata Nano prezentuje sie na drodze.
